wtorek, 21 sierpnia 2007

Dzień Dziewiąty

Uffff... męczące popołudnie ;)
Dzień zakończył się gigantyczną burzą i ulewą z piorunami, ledwo widziałem światła przeciwmgielne samochodu 5 metrów przed nami! Ciekaw jestem czy namiot, który sobie postawili Panowie Budowlańcy jeszcze stoi :D

Dzisiaj dojechała połowa bloczków Ytonga, w tym U-kształtki i nadproża czyli "galanteria", która była zamówiona trochę "w ciemno", bo bez potwierdzenia terminu dostawy :D Mieliśmy trochę szczęścia, mam tylko nadzieję, że będą dobre, bo sam już teraz nie pamiętam czy kalkulacja ilościowa była robiona przed czy po naszych zmianach w projekcie ;) Oj tam, wyjdzie w praniu.

Jutro muszę wziąć dzień wolny w pracy (odbiorę sobie nadgodziny) i muszę zostać na budowie, bo... przychodzi HYDRAULIK! Będzie rozprowadzał orurowanie w podłodze przed sypaniem piaskiem i chudziakiem oraz przepusty na zewnątrz fundamentów do oczyszczalni i przyłącza wody z wodociągów. Jutro o 7:00 spotykamy sie na wykonanie pomiarów długości i spadków, potem o 11:00 jedziemy do sklepu zrobić zakupy rurowe. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że się dogadamy z ceną za jego pracę. A tak w ogóle to okazało się, że to były uczeń mojej mamy i chodził do tej samej szkoły co my, ale 4 roczniki wyżej ;) Niestety jak zwykle nie pamiętam nazwiska :(

Rano Sierżant Mariusz oczywiście, dla odmiany mnie wkurzył, bo... jak już dojechały zamówione wczoraj 2 palety bloczków betonowych, to mu wyszło, że jeszcze 3 kolejne potrzebuje, bo zapomniał policzyć tarasu!!! Ja chyba go nie zreformuję! Ale nic to, jeszcze sie nie poddam i na 100% mu odlicze te dodatkowe transporty bloczków i innych dupereli. Poza tym, ławy fundamentowe nie trzymają poziomów, bo za durzo betonu z gruszki wylał od frontu i teraz musi dorabiać sobie beton na wieniec na ścianach fundamentowych. Kolejne parę stówek na cement! Wkurza mnie to, że takie ciężkie jest to planowanie - wcale nie informatyczne.

Niżej kilka tylko dzisiejszych zdjęć, bo dużo było tłumaczenia hydraulikowi co to jest odbicie lustrzane - facet ma chyba kobiecą wyobraźnię przestrzenną ;)


3 komentarze:

nika_86 pisze...

Widzę, że planowanie informatyczne się nie sprawdza, och ci informatycy, mój Grzesiek też by najchętniej do oblicznia czegokolwiek programy pisał, ale czasem warto zejść z komputera na ziemię.
A co do Sierżanta Mariusza to przypomina mi sie nasz remontowiec, co prawda u nas mniejsza skala ale on też tak miał, że zawsze mówił, że mniej jest potrzebne niż w rzeczywistości się okazywało i ciągle po coś do castoramy musieliśmy latać, a potem nam się tłumaczył, że on woli powiedzieć mniej niż miałoby zostać bo potem nie wiadomo co z tym robić, to taki emoje wspominanki, a Wam nadal powodzenia i mocnych nerwów
Monika

maciunio2 pisze...

cos w tym jest ;) moze to taka "rasa" :D

kakta pisze...

Oj, Maciunio, podpadłeś tą "kobiecą wyobraźnią przestrzenną", podpadłeś ;)
Pozdrawiam

Kiedy będzie nasza przeprowadzka?